Złote Maliny - nominacje do "nagród" 2016

Zapraszam na nowy adres strony: www.recenzentka.eu
A tutaj znajdziecie artykuł poświęcony nominowanym do Złotych Malin:
http://www.recenzentka.eu/nagrody-i-festiwale/zlote-globy-nominacje-2016/

Gene Kelly (1912-1996), tańczący tytan pracy, część pierwsza

Komunikat: blog został przeniesiony pod nowy adres: http://www.recenzentka.eu
Zapraszam serdecznie!

Jeżeli sięgnąć do historii amerykańskiego filmu muzycznego, to na ścisłym podium aktorów-tancerzy plasują się dwa nazwiska: Fred Astaire i Gene Kelly. Obaj stworzyli niezapomniane kreacje na ekranie, lecz ich style trudno jest porównywać. Astaire tańczył bardzo miękko, Gene bardziej atletycznie, co jednak nie znaczyło, że zawężali w jakiś sposób swoje emploi. W dzisiejszym poście proponuję podróż po życiorysie Gene'a Kelly'ego.

Najważniejsze musicale Gene'a Kelly'ego nakręcono w latach 40. i 50. (szczególnie zaś na przełomie tych dziesięcioleci). W przeciwieństwie do Astaire'a, Kelly nigdy nie był specjalnie kojarzony z jedną partnerką (w latach 30. Fred Astaire tańczył głównie u boku uroczej Ginger Rogers). Kiedy musicale przeżywały swój zmierzch, Gene Kelly zamienił repertuar muzyczno-taneczny na dramatyczny i świetnie sobie w nim poradził, udowadniając swoją wszechstronność.

Eugene Curran Kelly przyszedł na świat 23 sierpnia 1912 roku w Pittsburghu w stanie Pensylwania. Jego ojciec był sprzedawcą fonografów, który przyszedł na świat w Kanadzie i wywodził się z katolickiej rodziny. Miał też czysto irlandzkie pochodzenie, a babka przyszłego gwiazdora pochodziła z Niemiec. W wieku 8 lat został mimowolnie zapisany na lekcje tańca, na które miał uczęszczać z bratem. Chłopcy nie pochwalali decyzji matki o ich dodatkowych zajęciach, bo z powodu udziału jej synów w lekcjach tańca dokuczano im, traktując to jako mało męską sztukę. Ale sport lubił zawsze. Na pewno umiejętności sportowe i kondycja wspomogły jego zainteresowanie tańcem, które naturalnie narodziło się w wieku 15 lat. Kiedy musiał przerwać naukę po krachu w 1929 roku, Gene wraz z bratem, Fredem, brali udział w konkursach tanecznych, które przynosiły wsparcie finansowe. W 1931 roku Kelly wszedł w poczet studentów uniwersytetu w rodzimym Pittsburghu, studiując ekonomię. Brał jednak udział w uczelnianych musicalach. Doszło do tego, że rodzina Kelly'ch otworzyła własne szkoły tańca. W końcu zdecydował się na karierę nauczyciela tańca i porzucił studia prawnicze, które w międzyczasie zaczął. 

Gene wyruszył do Nowego Jorku w poszukiwaniu pracy. Wrócił jednak do Pittsburgha, by powtórnie podbijać Broadwayu w 1938 roku. Zatrudniono go wówczas jako tancerza w musicalu z Mary Martin. Prawdziwy przełom nadszedł w 1939 roku dzięki przedstawieniu "The Time Of Your Life". Wówczas Kelly tańczył do swojej własnej choreografii. Niebawem poznał Betsy Blair i w 1941 roku zostali małżeństwem.

Kolejna rola, w "Kumplu Joey", miała przynieść mu jeszcze większy sukces. Jak wspominał Van Johnson, już wtedy Kelly'ego cechował ogromny perfekcjonizm. Ten wszechstronny artysta ćwiczył do upadłego, był niezwykle wymagający - wobec innych też, ale przede wszystkim dla siebie samego. Kelly podpisał kontrakt z Davidem O. Selznickiem i miał wyruszyć do Hollywood. Debiutował w musicalu MGM, które dogadało się z Selznickiem. "Dla mnie i mojej dziewczyny" (1942) to pierwsze wspólny film Kelly'ego i Judy Garland, wówczas jednej z największych hollywoodzkich gwiazd. W końcu, dzięki powodzeniu debiutanckiego filmu aktora, Metro wykupiło jego kontrakt w całości. Obsadzano go w kilku filmach drugiej kategorii. Potem był obraz "Du Barry Was A Lady" (1943) z Lucille Ball. Ale wystąpił też w "Krzyżu Lotaryngii" (1943), filmie wojennym. W 1944 powierzono mu główną rolę u boku Rity Hayworth w "Modelce" (1944). W końcu w typowym dla siebie repertuarze wziął udział w "Rewii na Broadwayu" (1946) oraz "Podnieść kotwicę" (1945) i ten ostatni film zapewnił mu jedyną nominację do Oscara. To w tym musicalu tańczy nie tylko z młodym Frankiem Sinatrą, ale też... postacią z kreskówki, Jerry'm. W "Rewii na Broadwayu" (1946) tańczył natomiast nie z kim innym, a ze wspomnianym już Fredem Astaire. 

Tymczasem w 1948 roku zagrał w superprodukcji Metro, "Trzech muszkieterach" (1948), która obfitowała w świetne i znane nazwiska, a wśród nich Van Heflin, June Allyson, czy Lana Turner. Niewątpliwie przydały się w niej umiejętności Gene'a, zwłaszcza zaś jego zręczność. Miłosny duet z Allyson był naprawdę przekonujący, a Turner błyszczała jako czarny charakter. Inna produkcja z tego okresu to "Pirat" (1948), a także "Na przepustce" (1949).

Początek lat 50. to bardzo udany okres dla Kelly'ego i era rozkwitu musicali. "Amerykanin w Paryżu" (1951) to barwny film muzyczny, który zgarnął mnóstwo nagród i stał się niezapomnianym reprezentantem swojego gatunku. Ten obraz to także debiut Leslie Caron. Ale prawdziwy musicalowy hit miał dopiero nadejść. 

W 1952 roku Gene Kelly otrzymuje specjalnego, honorowego Oscara za swoją działalność na rzecz sztuki. Związane jest to z hitowym "Amerykaninem w Paryżu" (1951), jednak na ekranach kin miała pojawić się "Deszczowa piosenka" (1952). Ten niezapomniany, kultowy dzisiaj musical kojarzony jest często także przez tych, którzy nie mają cienia bladego pojęcia o czasach, z jakich się on wywodzi. A jest to film wyjątkowy z wielu powodów. Po pierwsze, film współreżyserowali Gene Kelly i Stanley Donen. Jedna ze scen wymagała od aktora tańca i śpiewu w ulewnym deszczu. Kelly pracował bardzo ofiarnie, bo był wówczas chory i gorączkował. "Deszczowa piosenka" (1952) to także pierwszy ważniejszy film z udziałem Cyd Charisse, najsławniejszą chyba tańczącą aktorką Hollywood lat 50. To Cyd zagrała m.in. tańczącą z Gene'em kobietę-wampa, której zieloną sukienkę zaprojektował Walter Plunkett. Ponoć sekwencja ta miała być odegrana w parze z Debbie Reynolds. I tu pojawił się problem. Chociaż Reynolds grała początkującą aktorkę o wielkich możliwościach, której talentami nieuczciwie posługują się inni ludzie z branży, w rzeczywistości nie spełniała warunków co do umiejętności wymaganych przez Gene'a. Osoby, które pracowały z aktorem zgodnie twierdzą, że Kelly nie był człowiekiem lubującym się w upokarzaniu innych. Interesował go jednak cel, jego osiągnięcie, i do tego dążył bez kompromisów wobec innych, a tym bardziej - siebie. Dopracowane w każdym calu sekwencje taneczne aktora wymagały nie lada umiejętności. Caron i Charisse miały po swojej stronie lata wykonywanego zawodu tancerki. Z kolei Reynolds miała niecałe 20 lat i była zupełnie zielona. Ponoć także jej niedostatki głosowe trapiły producentów. Jak na ironię, to grana przez Jean Hagen Lina Lamont nie potrafiła mówić czy śpiewać. W rzeczywistości to Hagen miała mieć o wiele lepszy głos od Reynolds (za rolę w "Deszczowej piosence" Jean Hagen otrzymała nominację do Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej).

Koniec części pierwszej.



Kino na wynos. Recenzja filmu "Mystic Pizza" (1988) reż. Donald Petrie

Komunikat: blog został przeniesiony pod nowy adres: http://www.recenzentka.eu
Zapraszam serdecznie!

Annabeth Gish, Lily Taylor i Julia Roberts
Annabeth Gish, Lily Taylor, Julia Roberts


Często brakuje mi filmów, które w sposób prosty i nieprzekłamany opowiadałyby o trudach codziennej egzystencji. Takich, które jednocześnie nie próbowałyby piętnować wszechobecnego pecha i niefartu w życiu. Kameralna "Mystic Pizza" Donalda Petrie to jedna z tych produkcji, które pod tym względem wiele wnoszą. 

Historia trzech młodych kobiet z nadmorskiej miejscowości, które pracują w "Mystic Pizza", pizzerii słynącej z lokalnego specjału, opowiedziana jest u progu ich dorosłości. Ta perspektywa ma wnosić coś nieoczekiwanego, niewiadomej, która przerodzi się w treść życia. Daisy Araujo (Julia Roberts w nominowanej do Independent Spirit Awards roli) to dziewczyna świadoma swoich wdzięków i pewien sposób wykorzystująca je w zdobyciu tego, czego pragnie. Marzy jej się barwniejsze życie. Wychodzi z założenia, że jeżeli ma jej się udać, to dzięki mężczyźnie z grubszym portfelem. Z kolei jej siostra, Kat (Annabeth Gish) to młoda idealistka. Dziewczyna, która pochłonięta nauką, nie zawraca sobie głowy facetami. Marzenie o studiowaniu astronomii prowadzi ją do dodatkowej pracy w postaci posady opiekunki małej Phoebe, co nieuchronnie przybliża ją do jej ojca, Tima Traversa (William R. Moses). Trzecią bohaterką filmu jest Jojo Barboza (Lili Taylor), która związana jest z Billem (Vincent D'Onofrio). Choć bezsprzecznie jest w nim zakochana, przeraża ją myśl o małżeństwie i wszystkim, co następuje po jego zawarciu. 

"Mystic Pizza" (1988) to nie jest wyszukane dzieło wielkiej rangi. Ale takim wcale być nie musi. To przede wszystkim dobrze rozegrany, wiarygodny i nienaciągany film. Trio trzech głównych bohaterek tej opowieści jest prawdziwe, a ich historie poprowadzone w sposób nieoczywisty i jednocześnie bez próby obrócenia historii w bajki. Są tu wzloty i upadki, rozczarowania miłosne i zrozumienie tego, że życie, choć nie zawsze takie, jakim je chcemy widzieć, niesie w sobie wiele mądrych i ciekawych rozwiązań.

Prawdopodobnie film ten byłby zapomnianym (w końcu od premiery minęło 27 lat!), a jednak pozostaje on często wspominaną produkcją. Niekwestionowanym "powodem" tego stanu rzeczy jest obecność Julii Roberts w obsadzie. Jest to pierwsza ważna rola aktorki, która w momencie premiery "Mystic Pizza" liczyła sobie ledwie ponad 20 lat. W jej interpretacji dosyć wyzwolonej seksualnie Daisy można dopatrzeć się śladów naprowadzających widza na Vivian Ward, którą trzy lata później Roberts zagrała w "Pretty Woman" (1991). Ponadto mamy tu też świetną Lili Taylor, która ma tutaj kilka naprawdę zabawnych scen, czy też Annabeth Gish, która wielkiej kariery nie zrobiła, ale można ją podziwiać w wielu serialach telewizyjnych.

"Mystic Pizza" (1988) to dosyć lekkie, ale wartościowe, jak na własne możliwości, kino. Miło jest też obejrzeć pierwszą ważniejszą rolę Julii Roberts, która w 1988 roku dopiero miała przed sobą wielki sukces i karierę. 

Amerykańscy kostiumografowie, czyli kto tworzył niesamowite stroje dla klasyki kina

Komunikat: blog został przeniesiony pod nowy adres: http://www.recenzentka.eu
Zapraszam serdecznie!

Ich praca wydaje się nie być kluczową w powstawaniu filmu. A jednak bez ich udziału i wizji nie stworzono by żadnego szanującego się obrazu. I wcale nie chodzi tutaj jedynie o wielkie, monumentalne produkcje, jak widowiskowe filmy De Mille'a. Nawet stonowane kreacje potrafią bowiem zapaść w pamięć. Mowa tu o pracy kostiumografów.


Adrian (1903-1959), król szyku i glamour
Joan Crawford jako Crystal Allen w "Kobietach" (1939) George'a Cukora, w kreacji autorstwa Adriana
Adrian był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli swojego fachu. A jednak, chociaż miał niepowtarzalny styl i ubierał największe gwiazdy w czasach swojej bytności w Metro-Goldwyn-Mayer, nigdy nie zdobył nawet nominacji do Oscara. Być może wynika to z tego, że zaprojektowane przez niego stroje zawsze miały w sobie coś bardziej podporządkowanego jego stylowi, niż wymogom poszczególnych produkcji. Nie zmienia to faktu, że to on odpowiadał za look glamour Normy Shearer, tak świetnie prezentującej się w "Rozwódce" (1930), czy "Kobietach" (1939). Za niesamowite kreacje Joan Crawford w MGM, szczególnie charakterystyczne marynarki z podkreślonymi barkami i ramionami, odpowiadał Adrian. Ponoć projektowanie dla Crawford było ogromnym wyzwaniem, ponieważ jej figura nie była zbyt proporcjonalna i wiele niedoskonałości ukrywać miały właśnie kreacje Adriana. O ile to prawda, to udało mu się to w 100%. Trudno jest zresztą wyobrazić sobie MGM lat 30. bez Adriana. To lata świetności wytwórni za czasów Louisa B. Mayera, kiedy to glamour niemal wylewał się z ekranu. Poza Shearer i Crawford były w końcu takie gwiazdy, jak Myrna Loy czy zmieniająca się szczególnie w ostatnich latach życia i kariery Jean Harlow. Projektował też dla wspaniałej Grety Garbo, choć ponoć sama gwiazda nie przepadała za tym stylem, a w szczególności za swoim wyglądem w jego kreacjach. Trzeba jednak oddać Adrianowi to, że sprawdzał się nie tylko we współczesnym mu stylu. Ten wspaniały artysta projektował także kostiumy na potrzeby filmów z epoki, jak "Romeo i Julia" (1936), gdzie znów ubierał Shearer, czy dla Garbo w "Annie Kareninie" (1935) czy "Damie kameliowej" (1936). W 1938 roku na ekranach pojawiła się "Maria Antonina" (1938), udowadniając po raz kolejny wszechstronność Adriana, a rok później "Czarnoksiężnik z Oz" (1939), najsławniejszy dowód jego geniuszu. Czy można zapomnieć o czerwonych pantofelkach Dorotki z tego ostatniego filmu? Trzeba jednak pamiętać, że Adrian jak mało który kostiumograf wpływał na współczesną sobie modę. Zaprojektowany przez niego dla Grety Garbo kapelusz czy wspomniane już naramienniki Crawford to przykłady tego, jak istotne dla współczesnej mu mody było wizjonerstwo Adriana.



Irene (1900-1962), od aktorki do kostiumografa
Lana Turner w stroju Irene
Lana Turner jako Cora Smith w "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" (1946) Taya Garnetta, kostium autorstwa Irene

Z kolei Irene, znana też jako Irene Gibbons, zanim stała się wytrawną kostiumografką, zajmowała się aktorstwem. W latach 20. występowała w filmach Macka Sennetta. Szyć nauczyła się jeszcze w dzieciństwie, by potem otworzyć niewielki sklep. Następnie otrzymała ofertę projektowania dla kobiet od znanej marki i w ten sposób dotarła do klienteli obejmującej sporą liczbę gwiazd filmowych. W końcu Irene zaczęła projektować kostiumy filmowe, ale nie skupiała się na pracy w jednej wytwórni. Pierwszy raz przygotowała stroje dla Lili Damity (swego czasu żona Errola Flynna). Potem pracowała dla wielu niezależnych producentów (Walter Wanger, Hal Roach), a także wytwórni (Paramount, RKO, Columbia). Tylko w latach 30. zaprojektowała ubrania dla takich supergwiazd, jak Carole Lombard, Constance Bennett, Hedy Lamarr, czy Claudette Colbert. Dzięki małżeństwu z bratem Cedrica Gibbonsa, wielkiego scenografa MGM, z początkiem lat 40. stała się wiodącym kostiumografem tej wytwórni, zastępując na tym stanowisku Adriana. To ona stworzyła szereg niezapomnianych, białych kreacji dla Lany Turner w "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" (1946) Taya Garnetta. W 1949 roku otrzymała nawet nominację do Oscara. W 1950 odeszła z MGM, by otworzyć markę sygnowaną swoim nazwiskiem. Na prośbę zaprzyjaźnionej Doris Day wróciła w 1960, projektując na potrzeby "Midnight Lace" (1960, kolejna nominacja do Oscara). W wieku niemal 62 lat Irene popełniła samobójstwo. Zostawiła listy pożegnalne rodzinie i znajomym. Ponoć miała przeżywać śmierć Gary'ego Coopera (zmarł w 1961). Jak twierdziła Doris Day, Irene miała jej wyznać, że Cooper był miłością jej życia.


Walter Plunkett i Vivien Leigh
Vivien Leigh przymierza kostium Scarlett O'Hary m.in. z pomocą Waltera Plunketta
Walter Plunkett (1902-1982), autor niezapomnianych kreacji z "Przeminęło z wiatrem" (1939)
Jego przygoda z filmem rozpoczęła się dzięki pracy statysty. W "Wesołej wdówce" (1925) Ericha von Strocheima tańczy m.in. z... wyżej wspomnianą Irene. Pierwsze kroki jako kostiumograf stawiał dwa lata później. W ciągu kilku dziesięcioleci zaprojektował niesamowite kostiumy do "Dyliżansu" (1939), "Przeminęło z wiatrem" (1939), "Pojedynku w słońcu" (1946), "Amerykanina w Paryżu" (1951), czy "Deszczowa piosenka" (1952). To dzięki niemu powstały niezapomniane kreacje Vivien Leigh jako Scarlett O'Hary, czy też zielona sukienka wampa (Cyd Charisse) u boku Gene'a Kelly w "Deszczowej piosenki" (1952). Jedne z ostatnich jego filmowych prac możemy podziwiać w "Jak zdobywano dziki zachód" (1962). Potem zajął się pracą dla Broadwayu oraz opery. Prywatnie Plunkett nie ukrywał swojego homoseksualizmu. Wraz ze swoim partnerem spędził ostatnie lata życia. Formalnie zaadoptował go, by ten mógł odziedziczyć spadek po nim.



Clark Gable (1901-1960), ekranowy kochanek idealny, część druga

Komunikat: blog został przeniesiony pod nowy adres: http://www.recenzentka.eu
Zapraszam serdecznie!

Dla Clarka śmierć Carole oznaczała właściwie koniec życia. Nie jego pewnego etapu, ale samego życia właśnie. Gable nigdy nie otrząsnął się po tej tragedii, a żadna kobieta (a było ich wiele) nie potrafiła wypełnić tej luki.

Clark Gable
Clark Gable
Aktor miał brać udział w działaniach amerykańskiej armii na froncie II wojny światowej, ale MGM nie chciało na to pozwolić, bo filmy gwiazdora przynosiły ogromne zyski. Do czynnego udziału w wojnie zachęcała go za życia sama Carole. Kiedy więc zginęła, Gable ogłosił, że chętnie przystąpi do armii. Za swoje zasługi dla kraju uzyskał najwyższe odznaczenia państwowe. Na ekran miał powrócić dopiero w 1944 roku.

Pierwszym filmem aktora po przerwie była "Przygoda" (1945) z Greer Garson. Aktorka nie była już młoda jak wiele partnerujących mu gwiazd, ale producenci uznali, że to właśnie z nią Gable odniesie największy sukces. Film promował legendarny dziś slogan: "Gable's back and Garson's got him!" (w wolnym tłumaczeniu: "Gable wraca i Garson go ma!"). Niestety, obraz wyreżyserowany przez zaprzyjaźnionego Victora Fleminga jest jednym z najbardziej nieudanych w karierze Clarka. Chemia między nim a Garson jest ledwie wyczuwalna, a sam film zdaje się być zrobionym na siłę.

Pomimo niepowodzenia Clark Gable kontynuował karierę. W 1947 na ekrany wszedł film "Handlarze" (1947) z Deborah Kerr, Clarkiem i Avą Gardner. W "Powrocie" (1948) ponownie zagrał z Laną Turner. W 1950 po 15 latach na planie spotkał się ponownie z Lorettą Young ("Key To The City", 1950). Niestety, scenariusze przesyłane aktorowi nie sprawiały, by czuł się artystycznie spełniony. Role były do siebie podobne, a MGM nie widziało w tym problemu tak długo, o ile filmy te były kasowe. 

"Mogambo" (1953) to film Johna Forda, który jest remake'iem "Kaprysu platynowej blondynki" (1932) z Jean Harlow i Mary Astor. W obu filmach główną rolę gra Clark Gable - mimo upływu lat. W nowej wersji nieżyjącą Harlow zastąpiła Ava Gardner, a w roli, która przypadała Astor, obsadzono Grace Kelly. Początkowo jako Lindę mieliśmy zobaczyć Gene Tierney, czego zresztą chciał sam Gable, ale aktorka miała poważne problemy natury zdrowotnej. Pomiędzy Gable'em a Kelly nawiązał się romans. Nie przeszkadzała im różnica wieku (28 lat), choć ponoć to Gable zakończył miłostkę, powołując się właśnie na to, ile lat ich dzieliło. W 1954 roku okazało się, że zarówno Gardner, jak i Kelly nominowano do Oscarów. 

Gable w 1953 nie odnowił kontraktu z MGM i zaczął pracować jako wolny strzelec. W 1958 roku zabłysnął rolą w "Prymusie" z Doris Day i Mamie Van Doren, otrzymując nominację do Złotego Globu. W 1960 roku zagrał w "Zaczęło się w Neapolu" (1960) z Sophią Loren.

Ostatni film aktora miał swoją premierę po śmierci Clarka, w 1961 roku. "Skłóceni z życiem" (1961) z Gable'em, Marilyn Monroe i Montgomery Cliftem to godne Gable'a pożegnanie z ekranem, ale kosztowało go wiele nerwów. Chociaż na potrzeby roli znacznie schudł (16 kg), to, jak twierdziła jego żona Kay, najbardziej do jego przedwczesnej śmierci przyczynił się stres na planie.

Prywatnie Gable był pięciokrotnie żonaty. Jego dwa pierwsze małżeństwa do dziś kojarzone są jako forma na dojście do kariery filmowej. Ale jego przyjaciele twierdzili, że był to zbyt radykalny i tak naprawdę mylny osąd. Myrna Loy powiedziała, że Clark był "zbyt niezależny", by być z kobietą, która nie interesowała go jako ona sama. Miłością życia Clarka Gable'a była niewątpliwie Carole Lombard i to jej przedwczesna śmierć rozerwała jego życie na strzępy. Z końcem lat 40. ożenił się z Sylvią Ashley, wdową po Douglasie Fairbanksie. Ponoć czwarta pani Gable zanadto chciała opróżnić życie męża ze wspomnień o Lombard, co szybko doprowadziło do rozpadu związku. Z kolei ostatnie małżeństwo, z Kay Spreckels, okazało się trafną decyzją. Kay była rozwódką z dwójką dzieci, jednak potrafiła zrozumieć, że pamięć o Carole jest bardzo ważna dla Clarka. Ich związek był spokojny i pozbawiony napięć. Z końcem 1960 roku okazało się niespodziewanie, że Kay spodziewa się dziecka. Oboje z Clarkiem bardzo czekali na jego narodziny. Niestety, Clark zmarł w listopadzie i nie doczekał pojawienia się na świecie swojego syna, Johna Clarka Gable'a, urodzonego w marcu 1961 roku.